Są dla mnie rzeczy przyjemne jak i również bardzo nieprzyjemne. Jedną z tych drugich jest pisanie recenzji płyt lub też innych wydawnictw, nagranych przez amerykańskich black metalowców.
Od zarania dziejów mojego muzycznego grafomaństwa mam z tym mega problem. Nie rozumiem tej sceny i nawet nie staram się wgryźć w ten problem.
Wiem tylko tyle, że Slayer jest ze Stanów, Absu jest ze Stanów no i oczywiście Morbid Angel jest ze Stanów to mi wystarczy. Reszta może jest ciekawa, jednak zdecydowanie wymienione powyżej trzy zespoły to klasyczny zestaw „Made in USA” dla mnie !!!
Jak się ma do tego VON?Szczerze, nie wiem … bo ten VON to dla mnie taki collage Black Sabbath, Blasphemy, HellHammer no i może starego Slayera. VON to klasyczne trio, i to cholernie w ich muzyce to słychać. Muzyka ich jest takim walcem drogowym, który ma do pokonania pewien odcinek, położony w bardzo pofałdowanym terenie.
Gdy pnie się pod górę jest powolny, precyzyjnym w każdym ruchu, na szczycie dominuje jest majestatycznym panem i władcą drogi, a gdy toczy się w dół jest pozbawioną hamulców maszyną zagłady, niszczącą wszystko co napotka na swojej drodze.
Kompozycjami w których VON pnie się ku górze są „uwertury”: „Ancient Flesh of the Dark Gods” czy „RawRot”. Majestatycznymi kompozycjami są: „Hands of Black Death” a także bardzo klimatyczna zamykająca album „Black Eyes”. Natomiast niszczycielską zagładą pełną blastów i opętańczych riffów jest środkowa część albumu z takimi kompozycjami jak: „Dark Gods” czy „MONSTER!”.
Dla kogoś kto lubi zmiany klimatu oraz tempa kompozycji, to na pewno ten bardzo rytualny i mistyczny black metal w wykonaniu VON, przypadnie mu do gustu. W tym ich szaleństwie czuć cholernie momentami Blasphemy czy też Sarcofago, ale są również i momenty kiedy Ci trzej panowie swobodnie sobie „dżemują” w wolniejszych tempach zbliżonych klimatycznie do dokonań Black Sabbath.
Na pewno przy każdym kolejnym odsłuchu tego materiału zyskuje on na ocenie. Mój pierwszy kontakt z „Dark Gods: Seven Billion Slaves” był już jakiś czas temu i od razu po nim, płyta wylądowała gdzieś z pulpitu kompa do jakiegoś katalogu w głębi moich dokumentów, ale w wolnej chwili pogrzebałem ostatnio i z czeluści mojego laptopa go wyciągnąłem (tutaj informacja, materiał wyszedł w podwójnej formie standard cd oraz pliku multimedialnego ). Wiem jedno w najbliższych dniach, będę tego materiału słuchał bardzo często bo swoim klimatem znakomicie wpisuje się w to co mamy od jakiegoś czasu za oknem, powolny, zmasowany atak jesienno – zimowej pogody. Przyniesie on anihilację wszystkiego co zielone i bezapelacyjną dominację wieczornego mroku oraz chłodu i śniegu … czyniąc z nas wszystkich niewolników zimowej aury, i jej mrocznych bogów.
(Source: psychozine.eu) *site defunct